środa, 16 maja 2012

Chant Amour 20.


- To co teraz? – zapytał Harry, kiedy znaleźli się w taksówce.
- Jak to co, Potter? – zapytał zdziwiony Draco. – jedziemy się zakwaterować do pokoju, a potem idziemy ćwiczyć.
Zatrzymali się w pięciogwiazdkowym hotelu Alabama – o innym nawet nie można było wspomnieć w obecności Dracona. W końcu był arystokratą...
Pokoje wynajęli na różnych piętrach z dala od siebie. Malfy doszedł do wniosku, że „co za dużo, to niezdrowo” i nie wytrzyma zbyt długo w obecności Pottera. Co wcale nie oznaczało, że już na dzień dobry nie zaprosił go na nocne imprezowanie.
- Spotykamy się jutro rano – powiedział Draco, kiedy jechali windą na swoje piętra. – Muszę odpocząć po podróży.
- Też miałem to powiedzieć – rzucił Potter, kiedy winda zatrzymała się na piątym piętrze. – Do jutra, Malfoy.
Kiedy winda wjechała na dziewiąte piętro Draco odetchnął z ulgą. Miał czyste pole: była godzina dziesiąta rano. Na początek miał dwadzieścia godzin. Był pewny, że zdąży w dziesięć.
Rozpakował się nie oglądając zbytnio pokoju. Nie obchodziło go, jak wyglądał. I tak z pewnością dostanie pokój u Jardue. Mea zawsze dba o najwyższą klasę swoich gości.
Pstryknął palcami. Przed nim pojawił się Fabian.
- Jak sytuacja?
- Wszystko pod kontrolą. Nie ma jej w domu.
- A Omega?
- Razem z nią.
- No to, the show must go on, Fabian. Show must go on – powtórzył. Po chwili aportowali się z pokoju Dracona.



Dwóch wysokich mężczyzn stanęło przed domem czekając aż ktoś otworzy. Fatma przyglądała im się ze swojego okna. Jednego z nich, tego potężniejszego już znała. Przyprowadził do domu Hermionę. A tego drugiego nigdy nie widziała. Był bardzo przystojny. Idealny dla jej Hermiony!
Zrobi wszystko, by byli razem.
W głowie miała już ułożony cały plan. Może i była mała, ale bardzo sprytna.



- Jak się masz, Hermiono? – zapytała Arletta, kiedy dziewczyna weszła do jej gabinetu.
- W porządku, dziękuję – usiadła na swoim ulubionym fotelu. – Zrobić ci herbaty?
- Tym razem kawę, kochaniutka. Dostałam list od Minerwy, więc muszę się uspokoić.
Dziewczyna spojrzała z zainteresowaniem na kobietę.
- A co takiego było w tym liście, że tak bardzo się zdenerwowałaś? – zapytała Hermiona ze śmiechem robiąc na biurku Arletty magiczną mrożoną kawę. Arletta przez chwilę się przyglądała poczynaniom Hermiony. Stwierdziła, że dziewczynie już dość dobrze wychodzi ta kawa.
- Dodaj trochę lodu – powiedziała, kiedy Hermiona zamierzała skończyć. – Musisz wiedzieć, że im więcej lodu, tym lepiej.
Brunetka uśmiechnęła się do kobiety zachęcająco. Doskonale wiedziała, że Arletta zaraz jej wszystko opowie.
Miała rację. Kawa dość szybko rozwiązała język Arlettcie:
- Minerwa nigdy nie lubiła tych stron – zaczęła. – To dlatego zdecydowałam się na to, by zamieszkać tak daleko od niej. Nigdy też jej nie zapraszałam tutaj, z sama-wiesz-jakich względów. A teraz nagle zachciało jej się mnie odwiedzać po tylu latach!
Dziewczyna uśmiechnęła się do niej przyjaźnie.
- To chyba dobrze, prawda? Będzie mogła się wreszcie spotkać z profesorem Kasprowiczem i może zazna wreszcie szczęścia... – rozmarzyła się popijając kawę.
Przez chwile obie siedziały w ciszy. Hermionie się nie spieszyło do wyjścia. Miała dziś dużo czasu, dzięki czemu mogła posiedzieć u Arletty czekając na Haamida. Do domu nie chciała wracać sama – Mea była nadal na nią zła za to, że Fatma wolała spędzić święta w Wielkiej Brytanii niż w domu. Dziewczyna jednak czuła, że złość kobiety szybko stopnieje. Obliczyła, że za co najwięcej dwa dni będzie się do niej już normalnie odzywała.
- Dlaczego tak się złościsz na jej przyjazd? – zapytała zaciekawiona po chwili.
- Ponieważ chce zaproponować Rembrandtowi posadę nauczyciela psychomoagii w Hogwarcie.  Zawsze o tym marzył, by nauczać tego rzadko spotykanego przedmiotu.
Rembrant Davis był mężem Arletty. Nie znosił swojego imienia, gdyż nadano mu je na cześć znanego malarza – Rembrandta. Hermiona niejednokrotnie słyszała opowieści Arletty dotyczące ich związku. On, malarz, a zarazem absolwent psychomagii w średnim wieku, ona świeża absolwentka Hogwartu. Spotkali się w Dziurawym Kotle, po czym teleportowali się tego samego wieczoru do Las Vegas, gdzie udzielono im magicznego ślubu. Po powrocie do domu zostali zmuszeni do unieważnienia związku małżeńskiego, by po kilku tygodniach znowu go zawiązać w obecności rodziny i zaproszonych gości. Po ślubie postanowili zamieszkać w Nigerii, gdzie Arletta dostała posadę, a on pozostał magicznym malarzem – najbardziej znanym i pożądanym w świecie czarodziejów. To właśnie on malował wszystkie portrety czarodziejów pochodzących ze starych i znanych rodów.
Takich na przykład jak Malfoy.
Arletta wiedziała, że propozycja Minerwy McGonagall oznaczała dla Rembrandta Davis’a szansę. To byłoby spełnienie jego marzeń! Sytuacja rzeczywiście nie wyglądała ciekawie.
- No to rzeczywiście nieciekawie – podsumowała Hermiona. – Co zamierzasz z tym zrobić? Chyba nie zamkniesz męża w komórce, kiedy profesor McGonagall przyjedzie w odwiedziny?
Arletta westchnęła zasmucona.
- No nie. Oczywiście, że tego nie zrobię. Nie jestem sadystką, tylko...
- Trudno ci się będzie z nim rozstać, prawda? – uzupełniła jej wypowiedź Hermiona.
Kobieta przytaknęła ruchem głowy.
- Na twoim miejscu, Arletto – powiedział Hermiona – pozwoliłabym mu wybrać. A nóż-widelec będzie wolał zostać w domu z tobą? – wstała z fotela uśmiechając się przyjaźnie do kobiety. – Nie martw się. Wszystko będzie w porządku. Pamiętaj, że miłość przezwycięży wszystko.



- Dzień dobry – powiedziała mała dziewczynka patrząc intensywnie na Dracona. Poczuł się dziwnie nie swojo. Znał ją z widzenia – sam zadecydował o jej przyszłości, ale jak ją spotkał w realnym świecie to wydawała się taka dziecinna...
- Cześć Fatma! – powiedział Fabian. – Czy jest w domu mama?
Dziewczynka po raz pierwszy spojrzała na szatyna szczerząc się do niego.
- Jest.
Draco przewrócił oczami. Nie miał zamiaru użerać się z dzieckiem. Nie miał na to czasu...
- A czy mogłabyś ją zawołać? – zapytał uprzejmym głosem Draco. Nie chciał zniechęcić do siebie tej dziewczynki. Haamid mówił, że to diablica. Należało więc być wobec niej dobrym człowiekiem. I Draco to czuł.
- Nie wiem, gdzie jest – uśmiechnęła się do niego uroczo, ale on był nieczuły na takie uśmiechy.
- To zawołaj ją – poprosił.
- Mama mówi, że nie wolno mi rozmawiać z obcymi – powiedziała Fatma szczerząc się do niego.
Och, Slytherinie, dlaczego mi to robisz?! zawołał w myślach.
- Nie rozmawiasz z obcymi – zauważył inteligentnie Fabian. – Przecież mnie znasz.
- Ciebie tak, jego nie – wskazała na niego palcem.
Mina Fabiana wyrażała przerażenie. Wiedział, co oznacza taka zniewaga.
- Fatmo – wyszeptał Fabian do dziewczynki. – To jest...
- ... zwykły blondas – przerwał mu Draco posyłając Fabianowi wściekłe spojrzenie. Lepiej było, gdyby nikt nie wiedział o jego prawdziwym wyglądzie. Gdyby Granger się dowiedziała, że tu był... – Zresztą, to tylko eliksir wielosokowy.
Fatma posmutniała.
- Czyli naprawdę tak nie wyglądasz? – zapytała ze smutkiem w głosie.
Draco zmarszczył czoło – nie wiedział, o co tej małej chodzi.
- No, nie – łgał w żywe oczy. – A co?
- Bo chciałam... Nie ważne... Mamo! Fabian przyszedł! – zawołała dziewczynka. Po chwili w drzwiach stanęła Mea Jordue. Widząc Fabiana uśmiechnęła się szeroko.
- Witajci, Fabian i towarzysz Fabiana. Co się stało? – zapytała Mea wpuszczając mężczyzn do środka.
Fabian wszedł do kuchni. Draco podążył za nimi rozglądając się po domu. Dużo się tutaj nie zmieniło od ostatniej jego wizyty w rezydencji. Wszystko było tak, jak zaplanował.
Chciał zobaczyć, czy Ona coś zmieniła w swoim pokoju.
- Meo – powiedział Fabian przyglądając się Draconowi. – Wielokrotnie wspominałaś o tym, że Lord Willmoore nigdy nie zaszczycił twojego domu swoją obecnością.
Kobieta zarumieniała się. Szybko odwróciła się w stronę garnków.
- Meo – Draco podszedł do kobiety odwracając w swoją stronę i całując jej dłoń, jak przystało na gentelmena. – Od dawna marzyłem, by cię poznać. Cieszę się, że wreszcie nadeszła ta chwila.
Mea Jordue zapłakała na informację o tym, że jej Lord wreszcie zechciał ją poznać. To była najszczęśliwsza chwila w jej życiu.
Teraz łatwo będzie zemścić się na Omedze.



- I pamiętaj – przestrzegał go Blaise. – Nikt nie jest przygotowany na twoją wizytę, Lordzie – dodał kpiarsko.
- Blaise, przestań – warknęła Lavinia. – To był jak na razie najlepszy pomysł Dracona.
Nie chcieli jechać windą. Nie mieli czasu na windę. Teleportacja była o wiele bardziej szybsza i praktyczniejsza.
- Pamiętajcie – zwróciła się Lavinia. – To tylko kamuflaż. Jeśli ktoś cię rozpozna, Aleksandrze, to będziemy mieć przesrane.
- Nikt mnie nie zna tutaj – odpowiedział blondyn przyglądając się Lavinii. – Nie martw się. Willmoore jest tylko jeden – dodał wychodząc z gabinetu Blaise’a.
- Szkoda tylko, że ma dwa ciała – powiedzieli równocześnie.
Lavinia usiadła na fotelu, który przetransmutowała sobie z kartki papieru.
- Długo będziesz czekał? – zapytała. Od razu wiedział, o co dziewczynie chodziło.
- Przecież widziałaś, co te czubki zrobiły. Przenieśli ją w trakcie wesela do Nigerii. Kiedy miałem ją poprosić, by wszystko opowiedziała Julii? Idioci, zawsze robią tak, by było po ich myśli i nie patrzą na innych...
Blondynka zamknęła oczy. Doskonale rozumiała jak czuł się przyjaciel. Sama jest przecież w podobnej sytuacji – wiedziała, że Aleksander coś przed nią ukrywał.
- Może do niej napisać? – zapytała nagle.
- I co jej napiszę? – zakpił. – Cześć Hermiono, tu Blaise Zabini. Wiesz, chcę się hajtnąć z twoją przyjaciółką. Mogłabyś jej wytłumaczyć kim jesteśmy? Pozdrawiam, Blaise Zabini – zakończył z goryczą w głosie.
Uśmiechnęła się krzywo.
- To rzeczywiście nie jest dobry pomysł – stwierdzili oboje.
- Ok., idź już. Muszę zająć się giełdą – powiedział włączając swojego laptopa.



- Chyba się nie wyspałeś – powiedział Potter widząc ziewającego Malfoy’a przed hotelem.
Była równa szósta rano. Dzień zaczynali od treningu.
- Siedem kółek wokół wyznaczonej trasy na początek – powiedział Harry szczerząc się do Malfoy’a. – To cię rozbudzi.
- Aż siedem?! – zawołał blondyn. – Pogrzało cię do reszty, Potter?! A może Weasley cię nie zaspokaja? – dodał ciszej złośliwy komentarz tak, by jego towarzysz tego nie słyszał.
Poczuł, że dostał czymś w głowę.
- Słyszałem – warknął Potter. – Nie twój interes, Malfoy. A teraz biegnij, bo dołożę dodatkowe kółka.
I zanim Draco zdążył odpyskować to Potter był już hen daleko. Nie zostało mu nic innego jak nadrobić straconą odległość.

1 komentarz:

  1. Hohohoh Pan wielmożny Willmoore w dwóch postaciach,... ale mnie szczęście kopnęlo :))
    ^^ No ale ale Pottuś ma kondycje XD

    OdpowiedzUsuń